środa, 21 marca 2012

Nawojka

DOM STUDENCKI NAWOJKA
Dom Studencki 'Nawojka' to pierwszy żeński akademik Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, który powstał przy ulicy Reymonta w 1929 roku. Nazwę otrzymał na cześć dziewczyny imieniem Nawojka, pierwszej legendarnej studentce Akademii Krakowskiej, która chcąc się uczyć na Akademii, posunęła się do podstępu i przebrała się za chłopca. Jak wiadomo, w XV wieku Akademia Krakowska umożliwiała studiowanie tylko mężczyznom. 
Legenda dobrzyńska głosi, iż Nawojka w 1407 r. uciekła po kryjomu z Dobrzynia w dniu jej planowanego ślubu. Kiedy w 1417 roku po trzech latach studiów przygotowywała się do złożenia końcowych egzaminów bakalarskich, została zdemaskowana przez syna wójta z Gniezna, rozpoczynającego w tym czasie naukę w Akademii Krakowskiej. Według innej wersji Nawojka zachorowała i lekarz, który ją badał, ujawnił mistyfikację. Istnieje też wersja głosząca, iż Nawojka została zdemaskowana podczas polewania się wodą podczas Lanego Poniedziałku.
Kiedy studiowałam w latach 70. akademik DS Nawojka był przeznaczony tylko dla dziewcząt. Na parterze był klub oraz stołówka. Miesięczna opłata za miejsce w akademiku wynosiła w tamtych czasach 120 zł, a miesięczne wyżywienie na stołówce 660 zł. Jeden obiad kosztował 11 zł. Na każdym piętrze były wspólne kuchnie z małymi kuchenkami gazowymi, z lodówkami, wspólne prysznice i możliwość skorzystania z pralki. Nie kojarzę, czy były to już pralki automatyczne, czy jeszcze nasze poczciwe Franie.
DS Nawojka. Reymonta 11
Akademik był usytuowany w bardzo korzystnym miejscu, blisko uczelni, co miało ogromne znaczenie, jeśli zajęcia odbywały się stosunkowo wczesną porą. Wystarczyło przejść przez ulicę, kilkadziesiąt metrów przez Park Jordana i tuż za płotem był Instytut Zoologii, w którym odbywało się większość zajęć. Naprzeciwko stoi Instytut Chemii, w którym również odbywały się zajęcia akademickie. Nieco bliżej miałam z akademika do Instytutu Fizyki, bo zaledwie kilkanaście metrów.
 
Co pilniejsze studentki wkuwały materiał przesiadując godzinami na tych schodach przy wejściu do klubu usytuowanego na poddaszu na najwyższym piętrze. W Takim klubie można było zorganizować sobie imprezę studencką. 
 
Chcąc porozmawiać telefonicznie, trzeba było czekać na sygnał dzwonka w pokoju, o czym zawiadamiała pani z portierni, trzeba było wybiec z pokoju do telefonu, który stał na półeczce w korytarzu. Jeśli chciałam zatelefonować do rodziców, musiałam przemierzyć szmat drogi, najczęściej na Pocztę Główną, zamówić rozmowę telefoniczną i czekać, czekać, czekać na połączenie nieraz kilka godzin. Nie było telefonów komórkowych. Moją pierwszą komórkę kupiłam sobie 20 lat później.
Warunki mieszkaniowe w akademiku ograniczały naszą prywatność i intymność. W niewielkich pokojach kilkuosobowych stały łóżka, w większości piętrowe, we wnękach zabudowane szafy, stolik, szafka na książki i żywność, a w kącie stał zlew. Takie warunki integrowały społeczność studencką i były marzeniem nie jednego studenta, którzy mieszkali na prywatnych kwaterach. Miałam kolegów, których status materialny nie kwalifikował do przydziału akademika. Kombinowali skutecznie i mieszkali w akademiku przez cały okres studiów, ukrywając fakt, że rodzice mieli hektary pod szkłem z hodowlą goździków. 
Kraków był chyba pierwszym miastem, w którym studenci zaczęli organizować Juwenalia Juwenalia krakowskie

***
Na parterze w DS. Nawojka znajdował się klub studencki. Od czasu do czasu odbywały się tam imprezy, dyskoteki, projekcje filmów. 



Pamiętam, jak pewnego wieczoru moja koleżanka Ewka, studentka psychologii, która mieszkała w Nawojce, tak jak ja na drugim piętrze, naprzeciwko mojego pokoju dała popis śpiewając kabaretowe piosenki, przygrywając równocześnie na pianinie. Ewka nie należała do najładniejszych dziewcząt w akademiku, ale miała doskonałe poczucie humoru, miała dystans do siebie i często się nabijała z koleżanek i siebie samej.

Tego pamiętnego wieczoru zaśpiewała w klubie piosenkę ‘Taka głupia to ja już nie jestem’. 

Jak się później dowiedziałam był to hit w latach 60., śpiewała tę piosenkę Krystyna Zachwatowicz[1] wieloletnia artystka Piwnicy pod Baranami, późniejsza żona Andrzeja Wajdy.



‘Taka głupia to ja już nie jestem’ 

Jak on mi mówi, że go świat w ogóle drażni,
że w środowisku on się czuje źle,
że ze mną jedną chciałby być w przyjaźni,
to chętnie mogę bardzo proszę czemu nie,
jak on mi mówi, że jest strasznie sam,
że do nikogo nie ma wprost otworzyć ust,
to ja bym chętnie z nim chodziła tu i tam,
a dlaczego przy tem mnie dotyka w biust

Ref

To taka głupia to ja już nie jestem,
może głupia, ale taka to już nie i zaraz się domyślam, czego on chce

A jak poszłam z nim do kina, to dlatego,
że grała Sylwia Sydney, och jak ona grała
A potem on powiedział, żeby pójść do niego,
że on obrazki różne ręczne w domu ma
obrazków nie miał tylko tapczan tam gdzie śpi
i czyja nusia, tak się pytał, że niby nie wiedział czyja
i różne inne części także ściskał mi
nerwowy strasznie był
i w końcu krzyknął Gieniu, bo ja Eugienia jestem
Powiada tak nie może być
ja nie chcę cię mieć pierwszy na sumieniu
chcesz nietkniętą być, powiada, idź

Ref

To taka głupia to ja już nie jestem, może głupia, ale taka to już nie
i skoro raz już tu jestem i skoro nie jest mi źle z tem
to przepraszam, to już trudno, to niech tknie.


***




[1]

Krystyna Zachwatowicz była związana z Krakowem -absolwentka w 1952 roku Wydziału Historii Sztuki Uniwersytetu Jagiellońskiego, w 1958 roku krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych im. Jana Matejki.
Związana z Teatrem Starym im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie. Profesor krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Moje video

Loading...

Popularne posty

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

© All rights reserved.

Zdjęcia i teksty prezentowane na tym blogu są własnością autora. Wykorzystywanie i kopiowanie zdjęć bez mojej zgody jest zabronione (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 04.02.1994r.Dz.U.Nr 24, poz. 83).