Kamienica Pod Smokiem przy ulicy Smoleńsk 18 w Krakowie to jedno z wczesnych, niezwykle charakterystycznych dzieł wybitnego architekta Teodora Talowskiego. Budynek powstał w 1887 roku w stylu eklektycznym łączącym elementy historyzmu i zapowiedzi secesji. Swoją unikalną nazwę zawdzięcza charakterystycznej, metalowej rzeźbie smoka (często opisywanej też jako jaszczur) z rozpostartymi skrzydłami, która zdobi fasadę kamienicy.
Choć pierwotny projekt w 1886 roku sporządził Sławomir Odrzywolski, to ostateczną, kultową formę nadał budynkowi Teodor Talowski, który kierował jego budową dla Jana Rottera. Pierwotnie kamienica była niższa i sięgała tylko pierwszego piętra. W 1898 roku architekt Władysław Ekielski dokonał nadbudowy o drugie piętro, przenosząc rzeźbę smoka wyżej – na obecne zwieńczenie fasady. Fasada i detale:
Front budynku wykonano z charakterystycznej dla stylu Talowskiego, częściowo glazurowanej, czerwonej cegły zestawionej z jasnym kamieniem. Szczególną uwagę zwraca ozdobny portal wejściowy z piaskowca. Sam miedziany smok został wykonany prawdopodobnie w znanym krakowskim zakładzie ślusarskim Józefa Goreckiego. Ciekawostka:
W młodości w kamienicy tej mieszkała wybitna polska aktorka teatralna i filmowa, Anna Polony. Tuż obok, pod numerem 20, stoi kolejna kamienica współtworzona przez Talowskiego (zbudowana w 1889 roku dla malarza Antoniego Piotrowskiego). Warto dodać, że budynek od 1968 roku figuruje w rejestrze zabytków i stanowi stały punkt na trasie turystycznej śladami krakowskich dzieł Talowskiego – twórcy nazywanego często „galicyjskim Gaudím”.
Pomnik w formie tablicy upamiętniający ofiary Wielkiego Głodu na Ukrainie (Hołodomoru) z lat 1932–1933 znajduje się na zewnętrznej, bocznej ścianie Cerkwi Podwyższenia Krzyża Świętego w Krakowie. Instalacja ta została odsłonięta 18 listopada 2008 roku z inicjatywy społeczności ukraińskiej na ścianie cerkwi od strony ulicy Karola Olszewskiego, tuż przy krakowskich Plantach. Jest to historyczny rejon wylotu ul. Wiślnej, zwany dawniej „ruskim kołem”, gdzie tradycyjnie przed II wojną światową gromadziła się krakowska społeczność ukraińska.
Wygląd i symbolika: Pomnik przedstawia stylizowaną, dramatyczną postać wychudzonej matki tulącej martwe dziecko. Całość kompozycji przypomina płomień świecy lub krzyż, na którym umieszczono dwujęzyczny napis (po polsku i ukraińsku) upamiętniający miliony ofiar sztucznie wywołanego przez reżim stalinowski głodu. Jest to jedno z najważniejszych miejsc pamięci narodowej i modlitwy dla mieszkających w Krakowie Ukraińców, pod którym regularnie (szczególnie w listopadową rocznicę obchodów pamięci ofiar Hołodomoru) zapalane są znicze.
Na zewnętrznej elewacji oraz w portalu Cerkwi Podwyższenia Krzyża Świętego przy ul. Wiślnej 11 w Krakowie znajdują się równierz kluczowe elementy inskrypcyjne i pamiątkowe, na które warto zwrócić uwagę:
Barokowa tablica erekcyjna: znajduje się bezpośrednio w kamiennym portalu wejściowym. Upamiętnia ona zakończenie budowy pierwotnego kościoła św. Norberta (wzniesionego dla sióstr norbertanek) i zawiera wyrytą łacińską inskrypcję z datą 1643.
Na elewacji budynku umieszczona jest także oficjalna tablica informująca o wpisie obiektu do rejestru zabytków oraz o pracach konserwatorskich współfinansowanych przez Społeczny Komitet Odnowy Zabytków Krakowa (m.in. renowacji witraży i fasady).
Warto wiedzieć: Cerkiew na Wiślnej jest także historycznym miejscem pamięci dla społeczności ukraińskiej w Krakowie (to tutaj w 1940 roku ślub brał Stepan Bandera, a miejsce to opisywał w swoich wspomnieniach prof. Bohdan Łepki).
Jerzy Nowosielski był ściśle związany z greckokatolicką cerkwią przy ul. Wiślnej 11 w Krakowie. Ta świątynia odegrała fundamentalną rolę w jego życiu osobistym oraz artystycznym. Choć jego dzieła sakralne w samym Krakowie można znaleźć w innych lokalizacjach, to właśnie to miejsce ukształtowało jego mistyczną wrażliwość. Jako syn unity z Łemkowszczyzny, Nowosielski został ochrzczony w cerkwi greckokatolickiej. W młodości regularnie uczęszczał na nabożeństwa przy ul. Wiślnej. Jak sam wspominał, ogromne wrażenie wywarła na nim tamtejsza liturgia oraz unikalna akustyka, w której „czuło się ducha”. Te doświadczenia bezpośrednio zainspirowały go do późniejszej nauki ikonopisarstwa.
Cmentarz Rakowicki w Krakowie. Kwatera Hb (część południowo-zachodnia). Grób Ludwiki z Wolskich Mehofferowej. Czarna, granitowa tablica po prawej stronie została wmurowana znacznie później i czytelnie dokumentuje zasługi zmarłej:
Napis: Ś.P. LUDWIKA Z WOLSKICH MEHOFFEROWA / TWÓRCZYNI WOLNEJ SZKOŁY MALARSTWA W KRAKOWIE / * 1883 w ZBARAŻU / † 1930 w WARSZAWIE.
Co ciekawe, tablica precyzuje, że stworzyła Szkołę Malarstwa i Rysunku w Krakowie (która potem miała swoją słynną kontynuację w Lublinie). Ludwika to bratowa znanego malarza Józefa Mehoffera. Polska malarka żyjąca w latach 1883–1930. Mężem Ludwiki z Wolskich Mehofferowej był Wilhelm Mehoffer (młodszy). Był on najmłodszym bratem Józefa Mehoffera, tzw. pogrobowcem, który urodził się w 1873 roku, siedem miesięcy po śmierci ich ojca (również Wilhelma). Zawodowo pełnił funkcję radcy Miejskiej Izby Obrachunkowej w Krakowie, a zmarł w 1939 roku. (inf do sprawdzenia czy o Wilhelm czy inny z synów Józefa). Na drugiej tablicy widnieje: AMALJA z SZORCÓW SUMOWSKA. Nazwisko rodowe to Szorc (dawna, szlachecka rodzina Szorców h. Mora). Dokładny napis na kamieniu to: WDOWA PO B. MARSZAŁKU SZLACHTY WOŁYŃSKIEJ. Litera „B.” oznacza dawnego/byłego (będącego niegdyś na urzędzie) marszałka. Amalia Sumowska była rodzoną babką (lub bliską ciotką) Eweliny ze Steckich Sumowskiej, która... była synową Józefa Mehoffera! Rodzina Sumowskich i Steckich to potężne, skoligacone rody magnackie i ziemiańskie z Wołynia. Syn Józefa Mehoffera, Zbigniew, ożenił się z Eweliną Sumowską.
To oznacza, że grobowiec w kwaterze Hb nie jest przypadkowym miejscem. To rodowy grobowiec wołyńskiej gałęzi rodziny Sumowskich, do którego ze względu na bliskie więzi rodzinne (Mehofferowie + Sumowscy) została po latach dopisana i pochowana malarka Ludwika z Wolskich Mehofferowa (bratowa Józefa). Grób Józefa Mehoffera: Znajduje się w kwaterze „R” Cmentarza Rakowickiego w Krakowie (w pasie bocznym, niedaleko grobowca Teodora Talowskiego leżącego w sąsiedniej kwaterze „W”).
Kiedy studiowałam
w latach 70. w Krakowie na UJ większość zajęć odbywała się w
Instytucie Zoologii, wówczas przy Krupniczej, później, w 1991 roku część ulicy Krupniczej, od ul. Oleandry do Parku Jordana przemianowano na ul. Ingardena 6.
Kim był Ingarden? Roman Ingarden? Roman Witold Ingarden?
Był synem inżyniera hydrologa Romana Kajetana Ingardena i Witosławy z domu Radwańskiej (1854–1931).
Roman Witold Ingarden (ur. 5 lutego 1893 w Krakowie, zm. 14 czerwca 1970 w Krakowie) – polski filozof, profesor Uniwersytetu Lwowskiego (1925–1944), po wojnie profesor toruńskiego Uniwersytetu Mikołaja Kopernika (1945–1946) i Uniwersytetu Jagiellońskiego (1946–1950 i 1956–1963).
W 1911 zdał z odznaczeniem egzamin dojrzałości w C. K. Gimnazjum im. Franciszka Józefa we Lwowie. Studiował filozofię i matematykę we Lwowie i Getyndze. Doktoryzował się u Edmunda Husserla w 1918.
W odrodzonej Polsce był profesorem gimnazjów w Lublinie, Warszawie i Toruniu. Habilitację uzyskał w roku 1924, co pozwoliło mu zostać docentem, a od 1933 profesorem Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie.
W czasie drugiej wojny światowej przebywał głównie we Lwowie, uczestniczył w tajnym nauczaniu i pracował nad swoim głównym dziełem, pt. "Spór o istnienie świata". Po zakończeniu okupacji niemieckiej wykładał na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, później na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie.
Był członkiem Polskiej Akademii Umiejętności, członkiem rzeczywistym Polskiej Akademii Nauk (od 1958) oraz wielu zagranicznych towarzystw naukowych.
W 1991 ustanowiono w Krakowie ulicę Romana Ingardena. Uchwałą Sejmu RP VIII kadencji z 13 czerwca 2019 zdecydowano o ustanowieniu roku 2020 Rokiem Romana Ingardena. Został pochowany na cmentarzu Rakowickim w Krakowie (kwatera HB-wsch - grób Rodziny Ingardenów).
Na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie znajduje się grób Rodziny Ingardenów. Spoczywają tam również ojciec Roman Kajetan Ingarden (ur. 9
sierpnia 1852 w Bojanach, zm. 8 listopada 1926 w Krakowie) – polski
inżynier hydrotechnik, jego żona Witosława z Radwańskich
Ingardenowa (*1854-1931).
27 czerwca 2026 w Nowohuckim Centrum Kultury odbył się spektakl taneczny „Dla Chopina” w wykonaniu Grupy Baletowej Etiuda.
To taneczno-muzyczna opowieść o życiu kompozytora, oparta na poetyckim libretcie Lecha Skoczylasa.
Reżyseria i choreografia Katarzyna Stolarczyk-Skoczylas.
Katarzyna Stolarczyk-Skoczylas to krakowska tancerka, choreografka oraz instruktorka tańca klasycznego i jazzowego. Prowadzi tu zajęcia taneczne i jest założycielką (od 2010 r.) oraz choreografką Grupy Baletowej „Etiuda”. Regularnie przygotowuje choreografie do spektakli i koncertów na Scenie NCK. Związana jest głównie z Nowohuckim Centrum Kultury (NCK) oraz Akademią Wychowania Fizycznego (AWF) w Krakowie. Jest członkiem zespołu języka angielskiego w Studium Języków Obcych uczelni.
Godzina: 17:00
Miejsce: Nowohuckie Centrum Kultury (NCK), Scena NCK.
Kompozycja Baletowa do utworu Chopina: Preludium E-moll Op. 28 No 4.
Iwona Stolarczyk krakowska artystka malarka, która jest silnie związana z Nową Hutą. Specjalizuje się w malarstwie olejnym, akwarelowym oraz pastelach. Jej twórczość obejmuje przede wszystkim malarstwo pejzażowe, architekturę oraz martwą naturę. Absolwentka krakowskiego Liceum Sztuk Plastycznych, Studium Nauczycielskiego oraz Akademii Pedagogicznej (kierunek Wychowanie Plastyczne).Działalność: Od 1998 roku jest członkinią Związku Polskich Artystów Plastyków (ZPAP). Swoje prace wielokrotnie prezentowała na wystawach indywidualnych i zbiorowych, często współpracując z nowohuckimi instytucjami, takimi jak Ośrodek Kultury Norwida.
Miałam przyjemność być na spektaklu i jestem pod ogromnym wrażeniem. To prawdziwa uczta dla zmysłów. Spektakl urzeka lekkością, z jaką młodzi tancerze przekładają skomplikowane emocje wielkiego kompozytora na język tańca. Reżyseria jest bardzo spójna, a każdy ruch na scenie idealnie współgra z dźwiękami fortepianu. Grupa Baletowa Etiuda stworzyła wzruszające, pełne gracji widowisko, które pozwala na nowo odkryć piękno polskiego romantyzmu w samym sercu Nowej Huty.
Tradycyjny Pochód Lajkonika (zwanego też Konikiem Zwierzynieckim) – to jedno z najbardziej rozpoznawalnych wydarzeń kulturalnych miasta. Odbywa się tylko raz w roku – w pierwszy czwartek po święcie Bożego Ciała. Barwny orszak włóczków i Tatarów przemierza miasto w rytmie tradycyjnych melodii, historyczną trasę od dzielnicy Zwierzyniec (ulicą Senatorską do klasztoru sióstr Norbertanek), idąc ulicami Kościuszki i Zwierzyniecką, Franciszkańską i Grodzką, aż do Rynku Głównego w Krakowie.
**
***
W 2014 roku ten unikalny krakowski zwyczaj został oficjalnie wpisany na Krajową Listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego. Uderzenie buławą przez krakowskiego Lajkonika to kluczowy element tradycji, który ma przynieść szczęście, zdrowie oraz pomyślność na cały nadchodzący rok. Zwyczaj ten dotyczy wszystkich uczestników wydarzenia – wywołując radość zarówno dzieci, jak i dorosłych. Niesamowite widowisko - harce Lajkonika na dziedzińcu Klasztoru Sióstr Norbertanek z udziałem dzieci w krakowskich strojach, mieszkańców Krakowa oraz turystów. Lajkonik to jeden z najważniejszych symboli Krakowa. Legenda o Lajkoniku sięga 1287 roku. W XIII wieku hordy tatarskie dotarły w okolice Krakowa i rozbiły obóz nad Wisłą we wsi Zwierzyniec. Wojownicy planowali rano zaatakować miasto. Zanim do tego doszło, śpiących najeźdźców zaatakowali i pokonali lokalni flisacy (włóczkowie) ze Zwierzyńca. Aby uczcić to zwycięstwo, jeden z bohaterów przebrał się w szaty zabitego wodza, założył charakterystyczny turban i wsiadł na jego konia. Następnie wjechał na rynek, siejąc początkowo postrach, ale szybko został entuzjastycznie powitany przez mieszkańców Krakowa.
Wybrałam się dzisiaj na spacer w moje ulubione miejsce – jak zwykle na cmentarz. Tym razem padło na Cmentarz Rakowicki. Długo i daremnie szukałam grobu rodzinnego, odkrytego całkiem niedawno, bo niecałe dwa lata temu. Nie udało się, ale przy okazji bez problemu trafiłam na miejsce spoczynku Zbigniewa Wodeckiego w kwaterze LXXV.
Zbigniew Stanisław Wodecki (ur. 6 maja 1950 w Krakowie, zm. 22 maja 2017 w Warszawie) – polski piosenkarz, multiinstrumentalista, kompozytor, aranżer, prezenter telewizyjny i aktor.
Stojąc nad jego grobem, przypomniałam sobie pewną osobistą anegdotę.
Wiele lat temu, dokładnie 22 czerwca 2015 roku, miałam przyjemność uczestniczyć w koncercie inaugurującym XXIV Międzynarodowy Festiwal Muzyki Organowej i Kameralnej w Leżajsku. Jan Kanty Pawluśkiewicz zaprezentował wówczas w sposób mistrzowski swoje słynne Oratorium „Nieszpory Ludźmierskie”. Wykonała je Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Podkarpackiej oraz Chór Wydziału Muzyki Uniwersytetu Rzeszowskiego pod batutą Rafała Jacka Delekty, a na scenie pojawiła się zjawiskowa, premierowa obsada solistów: Hanna Banaszak, Beata Rybotycka, Elżbieta Towarnicka, Grzegorz Turnau, Jacek Wójcicki i właśnie Zbigniew Wodecki. Przepięknej, podniosłej muzyce towarzyszyły głębokie teksty autorstwa Leszka Aleksandra Moczulskiego, napisane w formie psalmów.
Byłam tym koncertem absolutnie zachwycona.
Po występach, oprócz zdobycia autografów, postanowiłam porozmawiać z artystami i przekazać im rodzinną ciekawostkę – informację, że ich kolega po fachu, Konrad Mastyło, ma korzenie z naszych stron. Jego dziadek, Franciszek Mastyło, był przecież organistą m.in. w Kuryłówce i z pewnością niejednokrotnie grał na wspaniałych organach w leżajskiej bazylice.
Gdy weszłam do garderoby, zastałam tam Zbigniewa Wodeckiego siedzącego na wersalce. Nieco speszona, zamiast zacząć rozmowę z nim, od razu zapytałam o Jacka Wójcickiego. – Jacek, do Ciebie! To może ja wyjdę, żeby nie przeszkadzać – powiedział z właściwym sobie urokiem i uśmiechem Wodecki, po czym wstał. – Dobrze... – odpowiedziałam „błyskotliwie” i natychmiast zbliżyłam się do zasłonki, za którą przebierał się Jacek.
Wodecki rzeczywiście wyszedł z pokoju, a ja dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że dość niezręcznie odprawiłam wielką gwiazdę. Na ratowanie tej krępującej sytuacji było już jednak za późno. Na szczęście Jacek Wójcicki okazał się niezwykle miły, ciepły i bardzo rozmowny.
Dzisiaj, po latach, stojąc w zadumie, odczytywałam napis na tablicy nagrobnej Zbigniewa Wodeckiego. W maju się urodził, w maju zmarł i w maju go pochowali z honorami. Nawet hejnaliści z Wieży Mariackiej oddali mu wtedy wyjątkowy hołd. 30 maja 2017 roku, w dzień pogrzebu, z wieży zamiast tradycyjnego hejnału rozbrzmiały dźwięki utworu Louisa Armstronga „What a Wonderful World”.
Dopiero teraz, przeglądając jego historię, odkryłam fakty, o których wcześniej nie wiedziałam. Urodził się w Szpitalu Miejskim im. Gabriela Narutowicza w Krakowie, a muzykę miał we krwi od zawsze. Jego ojciec, Józef, był trębaczem orkiestry symfonicznej Polskiego Radia i Telewizji w Krakowie, mama Irena była sopranistką, a starsza siostra – wiolonczelistką i solistką operetki krakowskiej. Wybitny człowiek, którego warsztat i skromność do dziś budzą ogromny szacunek.
Zdjęcia i teksty prezentowane na tym blogu są własnością autora. Wykorzystywanie i kopiowanie zdjęć bez mojej zgody jest zabronione (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 04.02.1994r.Dz.U.Nr 24, poz. 83).